niedziela, 19 listopada 2017

Znowu misiaki słodziaki.

Prawie rok temu opisywałam
przygody grupki misiaków,
która wyruszała w podróż życia.
W stęsknione dziecięce ręce
miały dotrzeć
saniami Mikołaja. 
Dacie wiarę, że czas zdążył zatoczyć koło
i kolejna wesoła gromadka szykuje się do podróży?
Niesamowite.
Ubrały ciepłe sweterki,
zawiązały szaliczki
i niecierpliwie przytupują nóżkami.










Ta para jak widać liczy na dodatkowe atrakcje. 
Czyżby  miały na myśli kulig za saniami Mikołaja?



 Pozdrawiamy serdecznie :)





czwartek, 2 listopada 2017

Noworoczne postanowienie.

Patrząc na tytuł posta pewnie pomyślicie,
że mi się całkowicie coś pomieszało.
Zapewniam Was jednak,
że z moim rozumkiem wszystko ok.
Tylko tak sobie myślę, że to właśnie
początek roku jest zwykle momentem,
 kiedy robimy podsumowanie ubiegłorocznych dokonań.
Przy błyskach fajerwerków i z szampanem szumiącym w głowie,
obiecujemy sobie, że w tym nowym to my to i tamto...
Zapału wystarcza najczęściej na chwilę i na tym się kończy.
Dlatego, aby nie zżerały mnie później wyrzuty sumienia,
odpuściłam sobie noworoczne postanowienia
już jakiś czas temu.
Nie znaczy to absolutnie, że zrezygnowałam
ze zmieniania mego życia na lepsze,
 a przynajmniej niektórych aspektów, które takowych zmian wymagają.
Z racji wykonywanego zawodu,
 wraz z końcem wakacji 
czas zawsze jeszcze bardziej mi przyspiesza.
Przybywa zadań do wykonania na wczoraj.
A ja nie lubię (nie umiem) sobie odpuszczać.
Praca i pasja = się u mnie długie siedzenie i mało ruchu.
I chociaż w sercu ciągle maj, to w kościach czuć jesień niestety.
Był czas gdy regularnie, dwa razy w tygodniu
chodziłam się poruszać, ale z powodu problemów z barkiem 
zrezygnowałam z tych zajęć.
Po dłuższej przerwie próbowałam się zmobilizować
do aktywności, ale kiepsko mi szło. 
Zawsze znalazło się coś ważniejszego do zrobienia.
Gdy przypadkiem, pod koniec wakacji natknęłam się na FB
i propozycję udziału w akcji 21 dni na macie
pomyślałam, że może warto spróbować.
Do końca nie wiedziałam na co się piszę, 
ale muszę przyznać, że to był strzał w 10.
Najlepsza decyzja tej jesieni :)
Kasia przygotowała cykl 
krótkich, dziesięciominutowych treningów.
Jest zwolenniczką małych kroków, ale konsekwentnie prowadzi
 w kierunku zdrowszego i bardziej zrównoważonego życia.
Jej treningi nie są nieustanną walką,
ale prawdziwą przyjemnością,
okraszoną dobrym słowem i promiennym uśmiechem :)
Ta czarodziejka sprawiła, 
że potrafię wygospodarować 
 codziennie ( no prawie codziennie) czas na fikanie na macie :)
Gdy minęło 21 dni
pomyślałam, to się nie może tak skończyć.
Tak dobrze mi idzie.
 I ... w ramach wirtualnego studio Na bosaka
konsekwentnie pracuję z Kasią dalej :)))
Czasami nie jest lekko, ale staram się jak mogę.
Minęło kolejnych 31 aktywnych dni.
Jestem z siebie dumna, organizm jest mi wdzięczny :)))
Kasiu dziękuję :)


Wszystkim gorąco polecam.
Po co czekać na noworoczne postanowienia,
można zacząć małymi kroczkami już teraz :)



środa, 18 października 2017

Myszy cisną się do domu

Piękna złota jesień nastała.
Oby dała się cieszyć swymi urokami jak najdłużej.
Chłodne wieczory i ranki 
robią jednak swoje i myszy cisną się do domu ;)
Zobaczcie jakie wypasione egzemplarze mi się trafiły. 













poniedziałek, 2 października 2017

Dzień Aniołów Stróżów

Modlitwa do anioła dobroci

Aniele dobroci,
co powiem - to mało.
Bez Ciebie na świecie
żyć by się nie dało.
Tylko Ty potrafisz
o trzeciej nad ranem
słuchać opowieści 
trzciny nadłamanej.



 Tylko Ty potrafisz
czuwać przy świeczniku,
aby nie zgasł knotek
o nikłym płomyku.
Czart się Ciebie boi
jak święconej wody,
bo potrafisz kruszyć
nieufności lody.




Zalepić uśmiechem serce skaleczone,
ból duszy utulić,
ogrzać zimne dłonie.
Sowę samotności
przegnać zwykłą zmiotką,
a głód ciepłych uczuć
uleczyć szarlotką.



 Nie lubisz słów wielkich
ani głośnych dzwonów,
ziarno swoje siejesz
cicho po kryjomu.
Kiedy nikt nie widzi,
łez podlewasz zdrojem.
Wrzuć swoje ziarenko
w puste serce moje.

Ewa Stadtmüller

 


niedziela, 3 września 2017

Pożegnanie wakacji

W tym roku pogoda zdecydowanie ułatwia 
pożegnanie z wakacjami.
Ciemne chmury, deszcz i ziąb
spowodowały, że wskoczyłam w ciepłą bluzę.
W domowym zaciszu, z kubkiem gorącej herbaty w ręce,
 delektuję się ostatnimi wakacyjnymi chwilami.
Przeglądam zdjęcia 
i pomyślałam sobie, że to dobry moment
 by zaprosić Was na mały spacer po moim ogrodzie.
Tegorocznej letniej odsłony jeszcze tu nie było.
Zdjęć nacykałam całe mnóstwo 
w zimowe wieczory będzie można cieszyć oczy.
Z tej mnogości wybrałam kilka,
choć bardzo trudno było mi się zdecydować, które lepsze.




 Bardzo lubię wszystkie zakątki mojego ogrodu,
choć no cóż, trzeba przyznać, 
że nie wszyscy zgadzają się z moim pojmowaniem piękna.
 I moje pamiątki z wakacji wywołują zdziwienie,
zupełnie nie wiem dlaczego ;)









 O dawaniu przedmiotom 
drugiej szansy na życie pisałam już nie raz.
Jak widać stary grill i kosz na śmieci 
świetnie sprawdzają się u mnie w roli doniczek.



Rosnąca w koszu tunbergia 
w tym roku zaszalała i cudnie obrosła owadzie domki.
Mimo, że wyglądają malowniczo nie są jednak 
doceniane przez owady.
Ciągle obiecuję sobie, że zrobię
własne konstrukcje, skoro gotowce nie są dla nich dobre,
ale wakacji znowu mi brakło ;)





Jak widać stare beczki 
też mogą być świetnymi osłonkami na doniczki,
a rdza jest doskonałym tłem dla roślin.
Według mnie oczywiście :)





W tym roku dolną niewyględną część ściany domu
zasłoniliśmy wiklinową matą.
Stanął przy niej, zrobiony własnoręcznie przez
mojego małżonka, stół do prac ogrodniczych.
Zawsze marzyłam o posiadaniu takiego
i proszę mam :)))
Prawda, że super się prezentuje ?




Żeby nie było, że samymi kwiatkami żyje człowiek ;)
spojrzenie na nasz warzywnik.
Nie jest duży,
 ale podstawowa zielenina, cukinia i pomidory
mają tu swoje miejsce.
Są jeszcze dynie szalejące w dalszej części ogrodu,
 nie załapały się na zdjęcie.
Ale na pewno będę się jeszcze nimi chwalić 
bo plony w tym roku są spektakularne ;)



I jeszcze widok na ogród od strony przytulnego kurnika :)





poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Wakacyjna miłość

 Kto przeżył coś podobnego
wie o czym piszę. 
Wystarczyło jedno spojrzenie.
To było jak grom z jasnego nieba.
Jak to obecnie bywa
poznaliśmy się dzięki mocy internetu.
Objawy były jednoznaczne
motyle w brzuchu, drżące ręce, trudności ze snem.
Najpierw tylko się przyglądałam,
obiektowi moich westchnień.
Pragnienie bliższego poznania było coraz silniejsze.
Zbiegło się to w czasie z moim wyjazdem na wieś.
A tam nie tylko wrony zawracają, ale również internet ;)
Zaświtała mi w głowie prosta idea
Postanowiłam, kilka informacji
zapisać sobie w komputerze, aby wszystko 
na spokojnie przemyśleć.
 I tam z dala  od zgiełku miasta 
poznawaliśmy się niespiesznie...
 pętelka po pętelce.
Najpierw nieśmiałe kilka węzełków.


Potem kolejne i kolejne...
Ręce coraz bardziej niecierpliwe.
Węzełek po węzełku...


Ależ doskwierał mi brak internetu
bo chęć poznania kolejnych tajemnic,
obiektu moich westchnień
była ogromna.
Po powrocie do cywilizacji
uczucie rozkwitło z wielką siłą.
:)


 I oto on :)
 W całej krasie i okazałości :)
Obiekt moich westchnień, przyczyna 
naderwanych nocy i kołatania serca.
Zwis makramowy w stylu boho.
Tak mi się przynajmniej wydaje ;)


Mój Ci on :)


Wiem nie jest idealny,
wiele się jeszcze musimy o sobie dowiedzieć,
aby kolejne wcielenia, 
były piękniejsze.


Mam cichą nadzieję, że moja wakacyjna miłość
okaże się trwałym związkiem 
a nie tylko chwilowym zauroczeniem.








środa, 16 sierpnia 2017

Reset

Dni wakacyjne mijają,
dość pracowicie w tym roku.
Aby odpocząć, 
 na kilka dni koniecznie musiałam zmienić otoczenie,
bo w domu zawsze jest coś do zrobienia.
A w tym roku z powodu małego remonciku ;)
to "coś" jest zdecydowanie większe. 

Stali bywalcy bloga wiedzą, że
slowlife to mój sposób na reset.
Wiejskie, sielskie leniuchowanie 
w wakacyjnym zakątku być musi.


 
 To właśnie tu dla mnie czas zwalnia
i ja też przełączam się na tryb slow.
 
Zatapiam się w lekturze,
kontempluje wschody i zachody słońca.
Te drugie zdecydowanie częściej ;)
 



 
 




 




 


W tym roku po dniach spędzonych w wiejskiej ciszy,
daliśmy się jeszcze uwieść 
światłom wielkiego miasta ;)
 
 













Po wojażach z dużą przyjemnością 
wróciliśmy do picia kawy 
w naszym przytulnym "kurniku" ;) 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...