czwartek, 14 lutego 2019

💕 💕 💕


"Miłość trzeba pielęgnować jak dziecko, 
aby się nie zaziębiła, 
nie zwariowała, 
nie wyleciała przez okno jak ptak."












poniedziałek, 31 grudnia 2018

Wędrówka w czasie

Podobnie jak w ubiegłym roku 
skusiłam się na instagramowe zestawienie
best nine 2018 czyli kolaż  z 9 najbardziej popularnych wpisów.


W zestawieniu znalazły się piękne momenty
mijającego roku.
Radośnie uśmiechają się misiowe pysie.
Pysznią się dary natury.
Unosi się aromat kawy.
Serdecznie zaprasza przytulny kurnik 
i kanapa w salonie.
Miniony rok to również trudne momenty,
które nie zostały uwiecznione na zdjęciach.
Ale zapisały się głęboko w sercu.
Wszystkie chwile warte są zapamiętania.
W tym roku ominął nas gwar świąteczny,
i gorączka wielkich przygotowań.
Taka kolej rzeczy.

 Dzieci dorosły i wyfrunęły z rodzinnego gniazda.
A my... no cóż zostaliśmy ornitologami :)



Znowu celebrujemy bycie we dwoje :)

Otulamy się aromatem domowego chleba.



Wspólnie wędrujemy w poszukiwaniu zimy.




I planujemy rowerowe przejażdżki,
 gdy tylko zrobi się ciepło.


Ale teraz czas najwyższy
 przygotować się na sylwestrowe szaleństwa ;)
Moi drodzy...
Czule pożegnajcie stary rok, 
uśmiechnijcie się szeroko na powitanie nowego 
i delektujcie się nim dzień po dniu. 





poniedziałek, 24 grudnia 2018

Wesołych Świąt

"Współczesnego człowieka niszczy pośpiech. 
Nigdy się nie zatrzymuje.
 A przecież tajemnicą szczęścia jest umieć czasem przystanąć..." 

 
To jest właśnie ten moment, 
kiedy trzeba przystanąć, a najlepiej przysiąść. 
I poczuć to szczęście pachnące piernikiem, 
 barszczem i kapustą z grzybami. 
Szczęście zamknięte w ramionach ukochanej osoby, 
wybijane rytmem jej serca. 


Spokojnych, pełnych życzliwości, 
miłości i ciepła Świąt życzę 😊😘

środa, 21 listopada 2018

Ochota na coś słodkiego

Tak mnie naszła wieczorową porą...
ochota na coś słodkiego.
Gdy mi smutno,
gdy mi żle,
gdy stres
gdy...
Dopada mnie ochota na coś mega słodkiego.
Też tak macie?

Niestety wiem, że ta chęć,
zmuszająca do przekopania
wszelkich możliwych zakamarków
w poszukiwaniu czegokolwiek słodkiego,
 schowanego na czarną godzinę,
ma skutki uboczne.
Rosną boczki.
Dzisiaj gdy nastała moja czarna godzina,
znalazłam tylko jedną, ostatnią kostkę 
gorzkiej (o ironio) czekolady.
W desperacji postanowiłam poradzić sobie inaczej 
i oto jest...

Galeria nietuczących, różowiutkich słodkości.

Teraz gdy mnie najdzie
 nagła i niepohamowana ochota na coś słodkiego.
mogę do woli paść oczy tą różowiutką słodkością.
Gdyby ktoś z Was miał ochotę 
proszę bardzo, można korzystać 
bez ograniczeń i skutków ubocznych
:)))















niedziela, 28 października 2018

Liść opadł

Taaaa...
Ponad miesiąc temu omiatałam blogowe kąty z pajęczyn 
i obiecywałam relację z wakacyjnych, rowerowych wypadów
 i...
I na obietnicach się skończyło.
Codzienność tak wypełnia mi czas, 
że do komputera docieram rzadko i na chwilę.
Zżymałam się kiedyś na blogowe koleżanki, 
które swoją aktywność przeniosły na fb czy insta.
Teraz sama robię podobnie.
 Uchwycić chwilę, piękny widok czy moment wart zapamiętania
telefonem, który jest pod ręką, jednak dużo łatwiej.
Ale z blogowej przestrzeni nie zamierzam rezygnować.
Omiatam więc opadłe liście, 
które zdążyły prawie opaść i zasypać 
ten zakątek grubą warstwą.
 

Tak sobie myślę, że na te wakacyjne wspominki
przyjdzie jeszcze czas,
gdy ciemne i zimne wieczory będą doskwierać.
Tym czasem tegoroczna jesień rozpieszczała nas bardzo.
Było pięknie.
Były więc spacery pod złotym dachem liści.


Butami w liściach szuranie.


Grzybów zbieranie.





W ogrodzie pracowanie i plonów zbieranie.





Tradycyjne jesienne gotowanie.




Szycia trochę też było.




I o uszytkach właśnie będzie następnym razem,
pora najwyższa.

Tym czasem spokojnego wieczoru życzę :)



 Ja mam w planie relaks z igłą w ręce i audiobookiem :)
A Wy?

sobota, 15 września 2018

Kątów wymiatanie


"Życie to podróż.
Codzienna.
W której dotykamy najważniejszych rzeczy.
To nowe dni i zakręty każdego dnia.
Nowe problemy. Nowe próby każdego dnia.
Ze skutkiem niemającym nic wspólnego z przewidywalnością."





Tak, tak przyznaję, że blog zarósł pajęczynami jak nigdy dotąd.
Tłumaczyć się nie będę, 
dobrze wiecie, że realne życie pisze różne scenariusze
i blogowe życie czasem idzie w odstawkę.
Ale nadeszła w końcu pora na  kątów wymiatanie, 
tylko trudno się zdecydować od czego zacząć.
Może skoro zakończyłam poprzednio
zapowiedzią wakacji na bali ;)
to od bali rozpocznę...





 Kilka migawek z chwil wakacyjnych ku pamięci
zamieścić tu pragnę.

Wyjazd rozpoczęliśmy wizytą
we wsi malowanej.
Zawsze chciałam tam pojechać i na własne oczy zobaczyć 
cudne malowane chaty w Zalipiu. 

   






Szczerze muszę jednak przyznać, że ciut się rozczarowałam.
Wyobrażałam sobie bowiem, że tych kolorowych budynków
obok siebie jest tam całe mnóstwo.
Tym czasem są one rozrzucone po okolicy i trzeba ich wypatrywać.

W drodze wstąpiliśmy jeszcze do Sandomierza
licząc na kawę z księdzem Mateuszem, albo chociaż z Pluskwą ;)



W końcu dotarliśmy do naszego wakacyjnego zakątka.


 Hilton to to nie jest,  raczej nasze prywatne Zalipie ;)
Ale czas tutaj wyraźnie zwalnia.





Widoki o wschodzie słońca są cudne.




O zachodzie też.

 




Kawa smakuje wybornie.






A śniadania, obiady i kolacje 
serwowane przez mistrza patelni nie mają sobie równych :)
 






Nie myślcie jednak, że wakacyjny wyjazd upłynął nam
tylko na jedzeniu i wylegiwaniu. Co to to nie.
Czas spędzaliśmy bardzo aktywnie,
przemierzając na rowerze drogi i bezdroża 
wokół naszego wakacyjnego zakątka.

Ale o tym następnym razem :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...