Zanim wyjawię co z golasów powstało,
dzisiaj taka mała odmiana
asortymentu i scenerii.
Wczoraj na krótko,
świat przyprószony był śniegiem,
jak ciasto cukrem pudrem.
Po śniegu nie ma dzisiaj śladu, po cieście również ;)
Za to na sesję zimową załapały się sowiszcza,
które powstały w ramach
odmiany od żmudnego wypychania chudych nóżek i rączek.
Muszę przyznać, że dbanie o bogate wnętrze moich szyjątek
jest najmniej ulubionym etapem twórczym.
Za to dobieranie tkanin i kolorów,
ubieranie to to co lubię najbardziej.
A tym czasem w ramach przerywnika,
zrobiłam przegląd w materiałkach i powstały takie oto ptaszydła.
Teraz wracam do golasów ;)
Jak się przyodzieją zaprezentują się na blogu.


















































