Stare chińskie przysłowie mówi:
"Jeśli nie masz czasu, znajdź sobie dodatkowe zajęcie."
Ja szukać nie muszę. Same mnie znajdują :)))
Z nastaniem wiosny ilość dodatkowych zajęć gwałtownie wzrasta.
Na co dzień pracę zawodową, łączę z rękodzielniczą pasją.
Teraz dochodzi do tego pasja przyrodnika i ogrodnika.
Powiem Wam szczerze, że nie wiem
co częściej trzymam teraz w rękach
kopaczkę czy aparat :)
Codziennie rano,
przed pracą, obowiązkowo choć na chwilę,
wchodzę przez bramę do mojego prywatnego raju.
Glicynia zakwitła mi w tym roku po raz pierwszy
i nacieszyć się nią nie mogę :)
Przechodzę pod kwietnym dachem.
Zanurzam się w niesamowitym aromacie.
I nie wiem na co patrzeć najpierw,
czym się zachwycać.
Sami rozumiecie więc, że spędzanie majówki
w tym rajskim zakątku to prawdziwa przyjemność.
Mogę delektować się tym prywatnym rajem do woli :)
Nie wiem kto św. Piotrowi,
pomaga ogarnąć całe rajskie przestworza ;)
My z mężem radzimy sobie we dwoje.
No cóż, uczciwie trzeba przyznać,
że walka z chwaściorami bywa nierówna.
Ale po dniu spędzonym na agroaerobiku,
w każdym mięśniu, człowiek czuje, że żyje ;)
Dbam abyśmy się nie przetrenowali, więc przerwy być muszą.
Woda nastawiona ;)
Pora na kawę i coś słodkiego.
Wiosna w tym roku bardzo łaskawa,
nie tylko wszystko kwitnie jak szalone,
ale też pszczółki uwijają się pracowicie.
Efekty już widać.
Wygląda na to, że czereśni wystarczy dla nas i dla szpaków ;)
A jabłek na szarlotkę nie zabraknie.
Po pracowitym dniu,
z wielką satysfakcją i przyjemnością, zasiadamy
by przekąsić coś dobrego.
Sącząc wino, uśmiecham się do męża
i myślę sobie, jak dobrze jest mieć taki prywatny raj na ziemi :)

















































