czwartek, 2 listopada 2017

Noworoczne postanowienie.

Patrząc na tytuł posta pewnie pomyślicie,
że mi się całkowicie coś pomieszało.
Zapewniam Was jednak,
że z moim rozumkiem wszystko ok.
Tylko tak sobie myślę, że to właśnie
początek roku jest zwykle momentem,
 kiedy robimy podsumowanie ubiegłorocznych dokonań.
Przy błyskach fajerwerków i z szampanem szumiącym w głowie,
obiecujemy sobie, że w tym nowym to my to i tamto...
Zapału wystarcza najczęściej na chwilę i na tym się kończy.
Dlatego, aby nie zżerały mnie później wyrzuty sumienia,
odpuściłam sobie noworoczne postanowienia
już jakiś czas temu.
Nie znaczy to absolutnie, że zrezygnowałam
ze zmieniania mego życia na lepsze,
 a przynajmniej niektórych aspektów, które takowych zmian wymagają.
Z racji wykonywanego zawodu,
 wraz z końcem wakacji 
czas zawsze jeszcze bardziej mi przyspiesza.
Przybywa zadań do wykonania na wczoraj.
A ja nie lubię (nie umiem) sobie odpuszczać.
Praca i pasja = się u mnie długie siedzenie i mało ruchu.
I chociaż w sercu ciągle maj, to w kościach czuć jesień niestety.
Był czas gdy regularnie, dwa razy w tygodniu
chodziłam się poruszać, ale z powodu problemów z barkiem 
zrezygnowałam z tych zajęć.
Po dłuższej przerwie próbowałam się zmobilizować
do aktywności, ale kiepsko mi szło. 
Zawsze znalazło się coś ważniejszego do zrobienia.
Gdy przypadkiem, pod koniec wakacji natknęłam się na FB
i propozycję udziału w akcji 21 dni na macie
pomyślałam, że może warto spróbować.
Do końca nie wiedziałam na co się piszę, 
ale muszę przyznać, że to był strzał w 10.
Najlepsza decyzja tej jesieni :)
Kasia przygotowała cykl 
krótkich, dziesięciominutowych treningów.
Jest zwolenniczką małych kroków, ale konsekwentnie prowadzi
 w kierunku zdrowszego i bardziej zrównoważonego życia.
Jej treningi nie są nieustanną walką,
ale prawdziwą przyjemnością,
okraszoną dobrym słowem i promiennym uśmiechem :)
Ta czarodziejka sprawiła, 
że potrafię wygospodarować 
 codziennie ( no prawie codziennie) czas na fikanie na macie :)
Gdy minęło 21 dni
pomyślałam, to się nie może tak skończyć.
Tak dobrze mi idzie.
 I ... w ramach wirtualnego studio Na bosaka
konsekwentnie pracuję z Kasią dalej :)))
Czasami nie jest lekko, ale staram się jak mogę.
Minęło kolejnych 31 aktywnych dni.
Jestem z siebie dumna, organizm jest mi wdzięczny :)))
Kasiu dziękuję :)


Wszystkim gorąco polecam.
Po co czekać na noworoczne postanowienia,
można zacząć małymi kroczkami już teraz :)



4 komentarze:

  1. Fantastycznie! Oj tak, zmiany czas zaczynać już, a nie czekać z nimi na lepszy moment ☺ genialnie, że się dzięki Kasi zmotywowałaś do rozruszania! Gratuluję i życzę ciągu dalszego brykania na macie ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Cię Iwonko! Mnie jesienią i zimą tak ciężko ruszyć się i trochę pogimnastykować, choć brakuje mi tego bardzo, zwłaszcza tych endorfin. Ale tak ciężko się zmotywować..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też z motywacją i czasem krucho, ale na te krótkie chwile aktywności udaje mi się zmobilizować. I Kasi sposób prowadzenia bardzo mi odpowiada. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. nigdy nie miałam tzw.noworocznych postanowień,,,pojawiają się one u mnie w róznych porach a potem je realizuję:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...