wtorek, 16 października 2012

Szare i kudłate.

Wczoraj piękna złota jesień,
ciepełko, feria barw.
Dzisiaj wersja mokra, szara, bura i ponura brrrrr.
Takiej jesieni nie lubię.
Choć muszę przyznać, że 
w domku pod kocykiem, z kubkiem pysznej gorącej herbatki,
i ciekawą książką w ręce jest całkiem miło.
Ta szara wersja jesieni
to dobry moment, aby zaprezentować
co ostatnio mi się ufilcowało...
Broszki kudłate,
dodatek do dzianinowych otulaczy.
Strasznie namęczyłam się,
robiąc im zdjęcia.
Ciągle wychodziły nieostre i jakieś takie płaskie.
 To najlepsze ujęcia...












niedziela, 14 października 2012

Moje kwiatki tańczą;)

W poprzednim poście obiecywałam 
nadrabianie blogowych zaległości.
I idzie mi jak po grudzie,
 bo ciągle coś pilniejszego pojawia się na horyzoncie.
W tym tygodniu popołudnia zajęła akcja
ratowania kwiatków i warzywek przed mrozem.
Kwiatki zostały uratowane i ogromne juki
znowu wypełniają przestrzeń na klatce schodowej.
Datury i reszta rozgościły się w piwnicy.
A warzywka przed mrozem schowałam do...zamrażarki hihihi.

Przeglądając zasoby zdjęciowe w aparacie
przypomniałam sobie, że nie pochwaliłam się...
moje kwiatki "tańczą";)))
Jeszcze we wrześniu powstało dwadzieścia kwiatów.
Dużych, żarówiastych.
Nie wiem czy mogę zdradzić z czego pochodził materiał,
z którego zostały zrobione hihihi, 
Niełatwo było znaleźć 
materiał w takim rzucającym się w oczy kolorze.
Zrobienie zdjęć też nie było proste.






A tu proszę tańczą...



Powiem więcej wytańczyli tytuł wicemistrza :)))

Więcej zdjęć ----> TU

Zdolne dzieciaki ops... młodzież :)

niedziela, 7 października 2012

Z poślizgiem.

Mam nadzieję, że wychodzę na prostą. 
Zabiegi zakończone,
 czyli około dwie godziny dziennie odzyskam.
Liczę, że czas na drobne rękodzielnicze przyjemności,
teraz łatwiej się znajdzie.
Nadrabiając blogowe zaległości
dopiero dziś z tygodniowym poślizgiem 
przedstawiam relację
W tym roku nie dane mi było niestety pełne uczestnictwo 
w imprezie. Festiwal odbywał się bowiem w piątek i sobotę.
Imprezą musiałam cieszyć się sama, bo blogowa koleżanka tym razem 
nie dojechała:(
Nasze zeszłoroczne relacje pełne ochów i achów możecie zobaczyć TU i TU

Piątkowe warsztaty z powodu pracy i zabiegów były poza moim zasięgiem:(
Wielka szkoda bo w tym dniu można było wziąć udział 
w dwóch warsztatach, a w sobotę tylko w jednym.
W piątek  "przelotem" zaglądnęłam
jak inni wyżywają się artystycznie,
 sama musiałam się obejść smakiem.
Podobnie jak w ubiegłym roku, w ramach festiwalu 
można było wziąć udział w całej gamie warsztatów.
 Ja musiałam się zdecydować tylko na jeden.
Jakie męki decyzyjne przeszłam... bo i to kusi i to nęci.
W końcu postanowiłam spróbować 
swoich sił w malowaniu na desce.
A co, do odważnych świat należy.
Warsztat poprzedzony był 
krótkim przedstawieniem historii  ikonopisarstwa.
A później można było spróbować swych sił
pod czujnym okiem prowadzącej.

Oto mój:) Anioł Złotowłosy...




Po zmaganiach z pędzlem i farbami, 
zajęłam się bliższą mi techniką...szyciem.
W tym roku, dodatkowo podczas Festiwalu, 
zorganizowane zostały bowiem
warsztaty pokazowe.
Szycie jest mi bliskie, to i owo udało mi się uszyć,
 ale patchwork to dla mnie sztuka tajemna.
Pani Małgosia ze skrawków materiały potrafi wyczarować CUDA.
Może i ja kiedyś popełnię pikowaną podusię 
o kołderce nie śmiem nawet marzyć.

Tyle zeszłotygodniowych wspomnień.
Jeszcze mam dla Was kilka jesiennych fotek.





 
 Miłego tygodnia życzę:)
 

poniedziałek, 24 września 2012

A tym czasem przyszła jesień.

Zdopingowana przez Tych,którzy się martwią
moim blogowym milczeniem
kliknę słów parę.
Jestem i żyję. Choć dziś ledwie zipię aaaapsik...
bo dopadło mnie właśnie przeziębienie,
aaaapsik....jak ja nie cierpię kataru :(
  Z czasem ostatnio u mnie bardziej niż krucho. 
Jeżdżę po pracy na zabiegi, dbam o mój kręgosłup. 
Wracam późno, zanim się w domku ogarnę,
 to jest nocka i marzy mi się tylko łóżko.
I tak jeszcze będzie przez jakiś czas.

A tym czasem przyszła jesień.
Pełna kolorów, smaków i zapachów.









 I nastał czas  uwielbianych
przeze mnie, ciepłych otulaczy.
















 Pozdrawiam wszystkich serdecznie
i zmykam się kurować.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Potrzebna pomoc. Chciałabym, chciała...

 Jak to mówią nie miała baba kłopotu...
To teraz ma.
Kłopot w postaci starej ramy.

Oglądając różne blogi z dużym zainteresowaniem czytałam zawsze
 o metamorfozach i nowym życiu różnych przedmiotów.
Czasami mania przemalowywania ( czytaj bielenia)
wydawała mi się prawie powszechna.
Efekty podziwiałam. 
Biel, szarości i schabby chic bardzo podobają mi się u innych.
Sama otaczam się jednak brązami, beżami, rudościami...
Podziwiałam też zawsze odwagę w tym przemalowywaniu.
Ja przeszyć, uszyć coś z czegoś innego potrafię,
ale przemalować...:(

A tym czasem, niestety dopadła i mnie chęć
posiadania pele mele
 (stara rama, siatka hodowlana i zawieszone na niej cuda i cudeńka)

Poszukiwania na strychu zakończyły się sukcesem,
mam ramę.

Ale co dalej???
Jak ją zamienić w wymarzonego kurzołapa;)???

Rama wygląda tak...


Jest złota...


 Jest duża ...



W kilku miejscach widoczne są ubytki...


Co radzicie?
Dać sobie spokój? 
Wynieść na strych niech czeka na  inny  mój pomysł?
Obszyć materiałem;)
To chyba umiałabym zrobić, ale przemalować, przecierać...jak?

niedziela, 26 sierpnia 2012

Zawekowany koniec wakacji.

Przez ostatnie dni praktycznie nie wychodziłam 
z kuchni. Dzięki temu
teraz śmiało mogę powiedzieć...
sezon na przetwarzanie uważam za zakończony:)
 Ponieważ ręce miałam zajęte pracami domowymi
to z szyciowych wytworków nic nowego nie powstało.
Pokażę dzisiaj dokładniej, kocie towarzystwo,
które było ze mną na gościnnych występach w Holi,
o których pisałam poprzednio.
A była to dość spora gromadka.
Koty - przytulne podusie w różnych wzorach i kolorach,
 inspirację zaczerpnęłam gdzieś na zagranicznych blogach.
















 Na chwilę odeszłam od tematu kociego 
i powstała pani misiowa.
W planie była liczniejsza gromadka,
ale zwyczajnie czasu brakło.
A poza tym domownicy kręcili nosami,
że niby misiu ma takie jakieś ręce przykrótkie,
...też coś.




 Przerobiłam więc wykrój 
i powstały koty, nazwane w domu cwaniakami,
że mają łapki za krótkie powiedzieć nie można ;)))




Koty wskoczyły również na jeansowe torby,
przydatne dla dużych i małych dziewczynek.




A za oknami widać, że...przeminęło lato i  jesień się zaczyna.




Niestety wakacje muszę uznać za zakończone buuu...
Jutro do pracy. Kiedy to zleciało?



środa, 15 sierpnia 2012

Kolorowy jarmark.

Trochę mnie tu nie było,
ale wracam z bogato ilustrowaną relacją
z Jarmarku Holeńskiego:)
Jak już wspominałam w poprzednim poście,
mimo, że ze względu na pogodę należała do tych ekstremalnych,
przypadła do gustu i postanowiona została 
powtórka z rozrywki.
Po intensywnych przygotowaniach,
nastąpił czas gościnnych występów.
Tym razem również mogłam liczyć na pełne rodzinne wsparcie :))

DZIĘKUJĘ KOCHANI I BUZIAKÓW MOC PRZESYŁAM !

Ogrodowa huśtawka, która służyła nam w zeszłym roku
 jako stoisko i prezentowała się bardzo malowniczo
zastąpiona została wypożyczonym, solidnym zadaszeniem.
Dzięki temu mniej obawialiśmy się kaprysów pogody.
A pogoda...
 no cóż najpierw grzało niemiłosiernie,
a później przyszła burza i...
 dobrze, że mieliśmy się gdzie schować :))

 W tym roku obok moich prac na stoisku 
pojawiły się cudeńka zrobione zdolnymi rękami
mojej szwagierki Ani :)))
Szyszkowe i orzechowe wianki oraz biżuteria filcowa 
to jej dzieła. 
Namawiam kobietę do założenia bloga. 
Niech inni zobaczą jakie cuda tworzy.
Jak blog ruszy natychmiast dam znać :)
Kiedy to będzie Kochana no kiedy???

A nasze stoisko prezentowało się w tym roku o tak...


 









I jeszcze rzut okiem na kilku innych  wystawców.
Oj było co podziwiać było.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...